Koty Bliskiego Wschodu – Izrael

Fot. Mart Rozwadowska, Szara Eminencja*PL Zdjęcie: Koty na Tyberiadzie

Naukowcy prowadzący badania zależności ewolucyjnych pomiędzy kotami domowymi i dzikimi pod kierownictwem dra Carlosa A. Driscolla z Laboratorium Różnorodności Genomicznej przy National Cancer Institute w Frederick doszli m.in. do konkluzji, że „… kotami, które zostały udomowione jako pierwsze, były (…) dzikie koty zamieszkujące Bliski Wschód”. Stworzone w ramach analizy drzewo genealogiczne tych zwierząt pokazało, że pierwszy przodek kota pojawił się około 100 tysięcy lat temu w rejonie nazywanym Żyznym Półksiężycem, który był kolebką wielkich cywilizacji starożytnego Bliskiego Wschodu.

To kot zdecydował o tym, aby zbliżyć się do człowieka, nie odwrotnie. W poszukiwaniu pożywienia (myszy) zamieszkał bowiem w pobliżu ludzkich gospodarstw, gdzie składowane było zboże. Ludzie dostrzegając obopólną korzyść w tej symbiozie zaczęli dostrzegać koty, następnie je oswajać, na co one „odpowiedziały” pozytywnie – częściowo wyzbyły się agresywnych zachowań typowych dla zwierząt dzikich. Złagodniały. Wraz z
ludzkimi migracjami koty wędrowały rozprzestrzeniając się po Europie, a następnie drogą morską (na statkach) – po całym świecie.

Podróżując po terytorium Izraela w 2013 r. i w 2018 r. natknęłam się na te piękne zwierzęta. Do dziś znajdują się głównie w pobliżu ludzkich skupisk, miast i wiosek, a także nieopodal turystycznych atrakcji. Nauczyły się wykorzystywać bliskość człowieka, nie tylko tego, którego mają na co dzień. „Homo turistukus” może także kotu pomóc przetrwać i napełnić brzuszek – one to wiedzą.

Pomocna okazuje się również religia. Obiegowa opinia mówi, że żaden muzułmanin kota nie skrzywdzi… ile w tym prawdy? A dużo… potwierdza to praktyka i m. in. moje obserwacje. Te korzenie w religii, nie tylko chrześcijańskiej, ale także muzułmańskiej, zapewniają tym zwierzętom opiekę i ochronę miejscowej ludności. Ulubionym zwierzęciem Mahometa był kot Muezza. Prorok powiedział kiedyś, że jeśli Muezza śpi w rękawie jego szat, wolałby uciąć rękaw niż obudzić zwierzę wstając na modlitwę. Przynajmniej tak głosi legenda.
Te koty, na które się natknęłam były w dość dobrej kondycji fizycznej – miały prawidłową budowę (ani nie były otyłe, ani wychodzone), co wskazywało na to, że nie są niedożywione. Wyglądały w większości na zdrowe, miały ładną błyszczącą sierść, suche oczy i nozdrza. Nie wykazywały objawów chorób zakaźnych.

Na pierwsze koty na swojej podróżniczej drodze natknęłam się spacerując w 2013 r. zaraz po przylocie do Izraela – w najstarszej i najbardziej klimatycznej dzielnicy Tel-Awiwu – Jafie. Zatłoczone centrum dużego miasta powoli z każdym krokiem zmieniało się pod osłoną nocy w podmiejski urokliwy kurort. Szklane budynki, które znamy także z europejskich stolic oddalały się i ustępowały miejsca starszej i niższej zabudowie z jasnego kamienia. Niektóre były nowe, monumentalne i piękne, jednak im bardziej zbliżaliśmy się do portu, wydawały się niższe i miały za sobą dłuższą historię. Właściwie na koty natknęliśmy się dopiero, kiedy dotarliśmy na miejsce. Chodziły beztrosko na wolności, nieskrępowane Były u siebie. Przeszukiwały w poszukiwaniu jedzenia okoliczne śmietniki i ich okolice, spacerowały po skwerach, spały pod palmami. Znały te miejsca, czuły się w nich dobrze. Temperatura mimo grudniowej pory i wieczornych godzin była bardzo komfortowa (ok 17 stopni Celsjusza). W samym porcie i na nadbrzeżu, gdzie wędkarze łowili ryby w krystalicznej wodzie morza śródziemnego, również nie brakowało amatorów rybich przysmaków! Najpewniej ludzie nauczyli zwierzęta, jakie korzyści dla nich niesie wędkowanie w tej okolicy.

W witrynach zamkniętych sklepów, które mijaliśmy po drodze, a do których wzrok uciekał mi nieustannie widzieliśmy wiele ciekawych wytworów sztuki inspirowanej kotem: naczynia, biżuteria, ozdoby domowe. Na ulicach napotykaliśmy także kocie murale, co świadczy o obecności kotów w sercach mieszkańców. Podczas podróży w 2013 i 2018 r. odwiedziliśmy także Ejlat – Izraelski kurort położony nad Zatoką Akaba na styku granic izraelskiej, jordańskiej i egipskiej. Tam kotów także nie brakowało. Pierwszym razem dotarliśmy nad morze czerwone w godzinach porannych. Koty były dość mocno aktywne, pewne z powodu swojej naturalnej pory do polowań i pozyskiwania pożywienia. W pobliżu nadmorskich knajpek było ich dość sporo, trzymały się w małych grupach po kilka zwierząt. Wyglądały na zżyte ze sobą – spędzały razem czas wylegując się na wycieraczkach przed wejściami do restauracji, bawiły się w pościgi. W 2018 r. wieczorem przechadzaliśmy się po plaży w poszukiwaniu muszelek. Zwierząt było mniej, raczej były to pojedyncze koty.

Podczas obu wypraw byliśmy nad morzem martwym, najgłębszym słonym śródlądowym zbiornikiem wodnym na świecie. Okolica jest mało sprzyjającym środowiskiem naturalnym dla kotów (słone jezioro i pustynia) i być może właśnie dlatego nawet w miejscach turystycznych ich nie spotkaliśmy. Niemniej jednak, mimo tak wymagających warunków region ten zamieszkuje sporo zwierząt i ssaków, w tym kot pustynny. Niestety nie spotkaliśmy go – z uwagi na krótki pobyt i wiele planów, a także utrudnienia techniczne spowodowane m.in. sytuacją polityczną na granicy izraelsko-palestyńskiej w pobliżu morza martwego nie wypuszczaliśmy się na trekking po górach.

W Jeziorze Galilejskim na wysokości Tyberiady moczyliśmy nogi w 2018 r. Mimo, że tak miasto, jak i akwen pozostawiały wiele do życzenia pod względem czystości i atrakcyjności, nabrzeże okazało się niezłym miejscem do krótkiego odpoczynku z dziećmi, zebrania dużej ilości muszelek a przy okazji.. podziwiania grupy kotów tam bytujących.

Z dużą przyjemnością dłuższą chwilę im się przyglądaliśmy. W tym czasie obserwowaliśmy podawany przez miejscową ludność posiłek (było to mięso, wyglądało na drób), nawadnianie się kotów, ich wspólny niczym nie ograniczony odpoczynek, po prostu spokojne i dostatnie życie. Jednym z najpiękniejszych i najbardziej mistycznych miejsc na świecie gdzie każdy napotkany kamień mówi, jest Jerozolima i jej stare miasto. Sądzę, że zawsze będziemy tam wracać, gdyż ona zawsze zaskakuje, intryguje i dostarcza wrażeń, które zostają pod powiekami. Za dnia gwarna, wesoła i kolorowa, nocą cicha, inspirująca i klimatyczna. Każda z jej odsłon mnie fascynuje! Każda także oferuje kotom schronienie, pomoc, opiekę. Za dnia wylegują się w słońcu na straganowych markizach, nocą przebiegają nieśpiesznie pustymi ulicami. Są ufne, ciekawe ludzi. Czasami podchodzą. Jest ich dość sporo w okolicy starego miasta. Niektóre mają swoich  miejscowych opiekunów (jak wynikało z informacji od pracownika hostelu w którym mieszkaliśmy), inne opróżniają w poszukiwaniu jedzenia śmietniki, ale w większości wyglądają na zdrowe, najedzone i zadbane.


Tekst: Marta Rozwadowska

PS. Nie zapomnij ocenić tekstu po lekturze! :)