Jak zmienić kocią dietę? – CZĘŚĆ III – jak rozmawiać z domownikami?

Fot. Kerri Lee Smith / https://foter.com
Zabezpieczony taras to idealna miejscówka na relaks nie tylko Wasz, ale i kociastych!

To już jest prawdopodobnie jedna z ostatnich części serii żywieniowej o tym jak przestawić kota na inną karmę. Gdy już przetrawiliście zmianę karmy i dotychczasowych zwyczajów swojego podopiecznego… warto wziąć się za zmianę nastawienia wśród najbliższej rodziny, a może też i domowników, jeśli trafi się wyjątkowo oporny osobnik. Dlaczego to jest takie ważne, by pod tym kątem była spójność poglądowa? O tym dzisiaj piszę właśnie w tym artykule.

Zrozumienie wśród rodziny niekiedy przychodzi bardzo ciężko, szczególnie wśród pokoleń, które pamiętają czasy kiedy nic w sklepach nie było. Zdrowe żywienie kotów niestety jest uważane często za fanaberię miłośników zwierząt, wymysł konsumpcjonizmu, który do reszty zjadł ludziom rozum. Często taka dyskusja z taką osobą jest właściwie bezcelowa, bo cokolwiek by się nie powiedziało, to i tak będzie ta osoba wiedzieć lepiej od wszystkich kociarzy razem wziętych. Dlatego zapraszam do lektury tego tekstu, myślę, że pomoże Wam zrozumieć tok myślenia osób nastawionych negatywnie na wszelkie zmiany.


Jakich argumentów używają takie osoby?

  • “Mój dziadek/wujek/kuzyn na wsi karmił koty mlekiem i resztkami i nic im nie było!” – no tak, ale czy cały czas tkwimy w tamtych czasach? Taki argument jest chybiony o tyle, że nauka poszła do przodu i należy z niej korzystać (oczywiście nie biorę tutaj pod uwagę suchej karmy, która według mnie jest wymysłem dla leniwców). Resztki ze stołu to też nie najlepszy pomysł ze względu na dużą zawartość węglowodanów, soli i przypraw, które mogą być dla kota szkodliwe. Ponadto cukier w naszych produktach jest tak samo uzależniający dla nas, jak i dla kota (nie bez powodu znajduje się w karmach bardzo niskiej jakości).
  • “To tylko kot, nie będę wydziwiać nad jego żarciem” – chyba najbardziej przykry komentarz jaki możemy usłyszeć od bliskich nam osób. Niestety, obserwując wśród pytaczy na grupach kocich, mniemam, że najczęściej takie komentarze podają ludzie, którzy mieli do czynienia z poprzednim ustrojem – nic wtedy nie było, nikt nic nie miał. A koty jakoś żyły. Tylko po co kontynuować to błędne koło, skoro można iść do przodu i żywić zgodnie z naturalnymi potrzebami kota?
  • “W marketach są karmy, a jak dopuścili do sprzedaży to znaczy, że są zdrowe!” – no nie do końca. To, że ktoś to dopuścił do sprzedaży, nie oznacza, że ma czyste sumienie i chce pomagać zwierzakom. “Korpożarcie” jak ja to nazywam jest dalekie od bycia zdrowym. I mówię tu też o tym jedzeniu, które jest sprzedawane przez koncerny dla nas, ludzi. Korporacje po prostu chcą zarobić na niewiedzy zwykłego Nowaka czy Kowalskiego, który nie będzie się zastanawiał nad składem tego co kotu wkłada kotu do miski. A niestety wśród marketowych karm jakość nie jest fajna.
  • “Skoro ma podział na adult/kitten to znaczy, że jest to dobra karma. Nie znasz się!” – No tak, standardowy tekst od osób, które głęboko wierzą producentom karm i innych produktów (nie tylko dla kotów), że są czyści jak łza. Dobra karma dla kotów o dużej zawartości mięsa nie ma żadnego podziału. Kitten/adult/rasa to według mnie najgorszy chwyt marketingowy jaki powstał w ogóle w przemyśle zwierzęcym, zaraz po wymysłach związanych z koniecznością obecności zboża w karmie.
  • “Weterynarz wie więcej od ciebie, ukończył odpowiednią szkołę, więc na pewno wie lepiej jaką karmę ma jeść kot” – czasy, gdy weterynarz był jedynym źródłem profesjonalnej wiedzy dawno minęły. Od kilku lat możemy obserwować wzrost popularności behawiorystów, kocich edukatorów czy nawet kocich dietetyków. Nierzadko są oni lepiej poinformowani od weterynarzy w kwestiach behawioralnych czy żywieniowych. Oczywiście jak wiadomo w stricte zdrowotnych problemach powinniśmy bardziej mimo wszystko ufać niż randomowym użytkownikom na fejsbuku.
  • “Karma weterynaryjna wyleczyła mi kota!” – no nie całkiem. Ona jedynie przykryła problem, którego weterynarz nie potrafił (lub nie chciało mu się) pomóc i zalecił rozwiązanie po najprostszej linii oporu. Karmy weterynaryjne są jedynie przykryciem problemu i jego objawów, a nie jego całkowitym wyleczeniem. Dla mnie największą zbrodnią weterynarzy pod względem marketingowym jest proponowanie suchej karmy nerkowcom, które jak wiadomo potrzebują detoksykacji poprzez nawodnienie. A sucha karma, jak wiadomo, wyciąga dodatkowo wodę z kota = utrudnia jego leczenie.

Argumenty można wymieniać w nieskończoność, jednak wybrałam te najpopularniejsze, które zazwyczaj wiodą prym na kocich grupach (z założenia) edukacyjnych… I jak tu trafić do człowieka? Niczym innym jak rozmową i czynami uparcie powtarzanymi codziennie, z uporem maniaka.


Jak rozmawiać?

Fot. stratman² / foter.com

Przede wszystkim nie podnoś głosu. Działa to na większość jak czerwona płachta na byka. Po prostu zatną się w swoich poglądach i nie będą chcieli dyskutować, bo Twój arogancki ton ich po prostu utwierdzi w przekonaniu, że nie warto. Dlatego warto pokazać, że kociarze to ludzie, którym zależy nie tylko na dobru kota, ale też na dobrej, merytorycznej rozmowie. Zero agresji słownej to podstawowa zasada w rozmawianiu face to face.

Postępuj konsekwentnie! Przede wszystkim rób swoje. Jeśli w domu nie masz w pełni przychylnych domowników to nie pozostaje Ci nic innego jak robienie kocich posiłków po swojemu, zgodnie z założeniami kociej diety. A najlepiej jakbyś przejęła/przejął ten obowiązek w całości. Warto wtedy poinformować domowników, że nie życzycie sobie kupowania im konkretnych produktów. Dobrym sposobem jest powieszenie kartki na lodówce z rozpiską tego co Twoje koty mogą jeść.

Rygor może i jest dobrym rozwiązaniem, ale na dłuższą metę nie sprawdza się. I koty i domownicy muszą mieć czas na przywyknięcie do nowych warunków żywieniowych. Najlepiej przedstawić sprawę tak, że np. kończycie z zakupami w markecie w kwestii karm śmieciowych, a kupujecie online. Domownik będzie raczej z tego faktu zadowolony, gdyż więcej zostawicie w portfelu. Zakupy przez internet są idealnym rozwiązaniem dla tych, którzy chcą mieć kontrolę nie tylko nad wydatkami, ale i swoim czasem spędzanym na zakupach w centrach handlowych – nie oszukujmy się, to jest straszny pożeracz czasu!

Dodatkowo warto przedstawić to obrazowo – np pokazać jak ma się skład najtańszej puszki do tej lepszej robiąc np mieszankę “na pokaz” – w ten sposób pokażesz nie tylko proporcje zbóż do mięsa w taniej marketówce, ale też Twoje słowa nie zostaną potraktowane jako zbędne.


Co zyskujesz jeśli masz domowników i rodzinę po Twojej stronie?

Zgodność poglądów względem zwierzaków to nie tylko spokój w domu. To także szczęśliwy kot, który ma zapewniony odpowiedni byt względem swoich gatunkowych zwyczajów. Poniżej znajdziecie krótką listę korzyści, które zyskacie przy wprowadzeniu jednolitych i zdrowych zasad w karmieniu naszych podopiecznych.

  • Harmonia w domu – kot, jak już wyżej wspomniałam, nie jest narażony na ciągłe zmiany wynikające z robienia sobie na złość”. Zwierzaki nie ogarniają tego tak jak my i ciągłe wahania nastrojów są dla nich niezrozumiałe. Jeśli rodzina / lokatorzy zaakceptują zasady żywieniowe Twojego kota – będziesz mogła/mógł spokojnie zostawić go pod opieką osób przebywających w domu pod Twoją nieobecność. Brak konfliktów z najbliższymi to według mnie najważniejszy aspekt, zaraz po kocim zdrowiu.
  • Codzienna stała rutyna – koty są różne, ale w większości potrzebują chwili by przyzwyczaić się do nowości i nowego porządku dziennego. Warto mieć też ustabilizowaną sytuację pod kątem żywieniowym, bo trzeba jednak mieć na uwadze to, że nawet najmniejsza zmiana (jeśli np. kot jest wrażliwy na zmiany pokarmowe) może doprowadzić do rewolucji okołokuwetowych.
  • Zdrowego kota, który spożywa posiłki zbilansowane odpowiednio do jego potrzeb – tak, wysokomięsne puszki lub pełnowartościowy barf jest dla kota biologicznie przystosowaną dietą. Koty to bezwzględne drapieżniki i naszym zadaniem, codziennym obowiązkiem jest zapewnienie im wszystkich niezbędnych mikroelementów.

Czy warto? Jak najbardziej warto!

Dzięki temu wasze życie to nie tylko mniej konfliktów, ale też mniej wydatków na weterynaryjne sprawy. Zdrowy kot to szczęśliwy kot, a szczęśliwy kot to szczęśliwi Opiekunowie.


Nigdy tego nie rób!

Niestety, ciągle istnieje przeświadczenie, że koty są złośliwe i nie będą jadły na złość Dużym. A to duży błąd. Koci umysł jest na poziomie dwulatka, a więc trzeba czasem mu pokazać co i jak, bo w pierwszej chwili po prostu tego nie zrozumie (a czy my sami tego właśnie nie potrzebujemy jak widzimy coś całkiem nowego dla nas?). Dodatkowo warto wspomnieć, że jeśli kot nie lubi widowni przy posiłku to i tak nie zje – nie robi tego jednak z złośliwości, a z poczucia zagrożenia – musi mieć pełny spokój podczas spożywania posiłku. Poniżej opisałam najczęściej pojawiające się błędy podczas karmienia czy przestawiania kotów na nowy pokarm.

  • Nie dawaj od razu całej porcji nowej karmy do miski – jeśli Twój kot jest typem kota, który nie lubi nowości i potrzebuje czasu na przestawienie się na coś innego – daj mu tylko łyżeczkę nowej karmy domieszanej do starej. Z czasem zmniejszaj ilość dotychczasowej karmy, a zwiększaj ilość nowej. Po jakimś czasie kot nawet nie zauważy braku czasu. Wściekając się na kota, że nie chce jeść, a chciałaś/chciałeś dobrze nie przyniesie nic dobrego. Jedynie frustrację i fochy ze strony innych domowników, że wydziwiasz nad tym kotem.
  • Nie warto mścić się na kocie – koty są mądrymi zwierzętami i doskonale wyczuwają napiętą atmosferę i niechęć wobec nich. Nawet jeśli nie będziesz okazywać tego bezpośrednio przy kocie – kot i tak to wyczuje. Może się zdarzyć, że po takich wydarzeniach kot nie będzie chciał z Tobą lub innym domownikiem przebywać w jednym pomieszczeniu i będzie szukał odosobnienia. Po prostu będzie czuł się niechciany.
  • Nie wciskaj kotu nosa do miski na siłę! – to jest chyba najpowszechniejszy błąd. Stanie nad miską kota i wciskanie mu karmy na siłę. Czy dziecku też wciskacie na siłę jego obiad? Wychodzę z założenia, że nie. Zje to zje, a jak nie zje to znaczy, że nie jest głodne. Tak samo działa to u kotów. Wepchnięcie kociego nosa do michy (analogiczna sytuacja jak z kuwetą) spowoduje tylko napięcie i ucieczkę naszego podopiecznego = kot nie będzie czuł się swobodnie podczas swojego posiłku.*
  • Nie goń kota od miski jak nie chce jeść – koty zazwyczaj nie lubią tego jak ktoś nad nimi stoi. Wielokrotnie spotkałam się z kotami, które jadły dopiero wtedy, kiedy były same przy misce. Oczywiście są wyjątki, które potrzebują obecności człowieka przy posiłku by upewnić się, że są bezpieczne i mogą spokojnie wszamać swoją porcję. Bierze się to głównie z braku pewności siebie kota, która spowodowana jest zazwyczaj przez niską pozycję w domowym “stadzie”**

Harmonia żywieniowa to nie tylko harmonia w kocim brzuchu. To również spokój w domu. Zgodność domowników w poglądach nie tylko generuje nam miłe chwile spędzone w kuchni czy przy stole podczas śniadania, ale też pozwala na utrzymanie rutyny związanej z karmieniem.

A jak jest u Was? Macie zgodnych domowników pod względem kociego karmienia?


*Nie liczę sytuacji, kiedy kot jest kotem stresowym i niestety czasem trzeba mu pomóc (np. delikatnym nałożeniem karmy na palec wskazujący i rozsmarowaniem pokarmu w pysku na górnym podniebieniu by poczuł jego smak) przy przekonaniu się do nowej pozycji w jego menu – niestety czasem zdarza się tak, że zwierzak na wszelkie nowości reaguje stresem i głodówką, a to nie jest wskazane dla jego organizmu.
**Koty nie są zwierzętami stadnymi i nie wykazują cech watahy. Hierarchia wypracowana w domowym zaciszu jest po prostu zachowaniem przystosowawczym.


Tekst: Justyna Królak